Archiwum wydań zeszytów naukowych z PITWIN
Zeszyt 2 / 2011
Zeszyt konf. tom 1 / 2011
Zeszyt konf. tom 2 / 2011
Zeszyt 1 / 2011
Wiedza z pasją 2011
Zeszyt 2 / 2010
- Zobacz więcej Zeszytów Naukowych
Please update your Flash Player to view content.
| Ksawery Prószyński, „Noc na Kremlu” |
|
| Centrum edukacyjne - Recenzje książek |
| Autor: Katarzyna Bednarczykówna |
|
Gdy czytam Prószyńskiego, nie widzę liter – widzę obrazy. Malowane piórem opowieści, tworzą jedyny w swym rodzaju wernisaż, pełen plastycznych scen, tajemniczych światłocieni i barwnych portretów. A wszystko to ujęte jest w ramy historii, pomagające zinterpretować literacką ekspozycję. Jednak zanim o reporterskim pejzażu, najpierw o Ksawerym Prószyńskim słów kilka, bo w szkołach o nim niewiele, z przyczyn dla mnie niezrozumiałych. Był żołnierzem spod Narviku i Falaise, zaciętym reporterem, ostrym krytykiem politycznym, powojennym radcą ambasady w Waszyngtonie, potem urzędnikiem polskiej misji przy ONZ. Zaczął publikować w okresie międzywojennym, tworząc absolutnie prekursorskie relacje z podróży po Polsce, w których nie koloryzując rzeczywistości pokazuje – być może w lekko stereotypowy sposób – cechy wspólne mieszkańców różnych części kraju. Po latach zostanie nazwany jednym z twórców polskiej szkoły reportażu, a z jego doświadczenia czerpać będą m.in. Krall i Kapuściński. Tytułowy reportaż jest zdecydowanie moim ulubionym obrazem z tego zbioru opowiadań. I nie ma znaczenia, który raz po niego sięgam – zawsze przenosi mnie do świata baśni z tysiąca i jednej nocy, sprawiając, że z dziecięcym zachwytem oddaję się urokowi mistrzowsko malowanych zdań. A niezwykłe to tym bardziej, gdyż główny bohater relacji - Stalin, to postać z wyjątkowo koszmarnej bajki. Po podpisaniu układu Sikorski-Majski, Prószyński wyjeżdża razem z polską delegacją do ZSRR, jako attaché kulturalny. Trafia do najbardziej niedostępnego miejsca na ziemi, „małego pagórka otoczonego przez leniwą rzekę, oddzielonego od zewnętrznego świata średniowiecznymi murami, pełnego zamarłych cerkwi oraz opustoszałych pałaców. Jego imię: Kreml.” I trudno ocenić, czy bardziej fascynuje opis wnętrza mistycznej budowli, czy jej gospodarza – Józefa Stalina, z którym autor reportażu je kolację na Kremlu. Żadna recenzja nie odda precyzji i klarowności, plastyczności i dynamiki obrazów, które wyszły z pod pióra tego artysty. Taką wystawę trzeba zobaczyć na własne oczy. |
brak komentarzy.
Musisz się zalogować lub zarejestrować aby komentować.
Dyskutuj o tym wątku na forum. (0 postów)












